Wirtualna Izba Regionalna Gminy Książ Wielkopolski
Wirtualna Izba Regionalna
Gminy Książ Wielkopolski

Źródła

tryb jasny-ciemny / dark-light mode
Zamknij menu - close

Niedziela w Książu, 1973 r.

Niedziela w Książu, 1973 r.

Niedziela w Książu, 1973 r.

Niedziela w Książu, 1973 r.

Źródło: Kolekcja prywatna

Datowanie: 1-15 października 1973 r.

Opis obiektu:
Artykuł opisujący zorganizowaną w Książu Wielkopolskim powiatową wystawę myśliwską z okazji 50-lecia Polskiego Związku Łowieckiego oraz towarzyszące jej wydarzenia, takie jak nadanie sztandaru Szkole Podstawowej im. Wiosny Ludów w Książu Wielkopolskim i tradycyjna myśliwska pogoń za lisem. Opis wydarzeń został opublikowany w dwutygodniku "Łowiec Polski" nr 19, z dnia 1-15 października 1973 r.

Treść artykułu:
Niedziela w Książu
W lipcu odbywały się w Warszawie centralne uroczystości jubileuszowe, przed nimi i po nich – uroczystości w województwach, powiatach i kołach. Zataczając coraz szersze kręgi, nie wypływają jednak tylko z naszej polskiej skłonności do świętowania jubileuszy, lecz mają bardziej racjonalny charakter. Jubileusz nie jest bowiem imprezą środowiskową dla wąskiego grona wtajemniczonych, lecz przede wszystkim okazją do pokazania się społeczeństwu nie tylko ze strzelbą w ręku. Jest wreszcie bodźcem aktywizującym tzw. teren, a jak twierdzi wielu, takie jest całe łowiectwo, jakie są powiatowe rady łowieckie. Przekonałem się o tym w Książu Wielkopolskim.

Jest to miasteczko dwutysięczne, czyste i schludne jak większość jemu podobnych w Wielkopolsce i na pierwszy rzut oka nieco senne. Gdy przybyłem tam późnym wieczorem światła paliły się jedynie w oknach piekarni i w Sali kinowej, w której przygotowywano właśnie powiatową wystawę łowiecką. O godzinie 2 w nocy rozpoczyna się wypiek chleba, o 23 tego dnia piekarz i myśliwy Władysław Nieborak jeszcze „urzędował” na wystawie. – Tak jest już od dwóch tygodni – powiedziała mi pani Nieborakowa. Pomyślałem więc, że senność tego miasteczka jest tylko pozorna. Następne dni przyniosły potwierdzenie tego spostrzeżenia.
Powiatowa Rada Łowiecka w Śremie zdecydowała, że jubileuszowe uroczystości odbędą się właśnie w Książu. Motywy tej decyzji były natury historycznej – mija właśnie 125 rocznica słynnej bitwy kosynierów pod Książem podczas Wiosny Ludów oraz bardziej praktycznej, bowiem spośród czterech miast w powiecie tu była najodpowiedniejsza sala do urządzenia wystawy. Przygotowania trwały kilka tygodni, zaś myśliwi umiejętnie sterowali nastrojami niewtajemniczonych. Do ogółu przeciekały tylko niejasne informacje, potęgujące zaciekawienie. Na dwa dni przed otwarciem słyszałem rozmowy w sklepie, że coś się szykuje w kinie i dobrze, że o dziesiątej w niedzielę, bo zaraz po kościele będzie można obejrzeć.
W sobotę uczestniczyłem w ostatniej naradzie organizacyjnej, którą prowadził łowczy powiatowy doc. Dr Władysław Bugała z Zakładu Dendrologii PAN w Kórniku. Zebrali się wszyscy współorganizatorzy: władze gminy i miasta, dyrektor miejscowego pegeeru, przedstawiciel gminnej spółdzielni, leśnicy, członkowie PRŁ i przedstawiciele kół łowieckich. Mówiono o sprawach przyziemnych, jak fundusze na bigos, ale też i o tym czego się po wystawie należy spodziewać i jak ją najlepiej wykorzystać. Wśród wielu ciekawych propozycji zastanowił mnie głos nie myśliwego, naczelnika gminy, inż. Mizerskiego. Zaproponował on, by któregoś dnia zaprosić na wystawę wszystkich sołtysów i całą służbę rolną powiatu. Byłaby to doskonała okazja do wyjaśnienia sobie nieporozumień, do nawiązania ściślejszej współpracy z kołami łowieckimi. Propozycję oczywiście przyjęto.
Następnego dnia rano przed salą wystawową zgromadził się tłum mieszkańców Książa i okolic. Przybywających gości już przy wjeździe do miasta witała wielka plansza informująca o wystawie. Z Poznania na otwarcie ekspozycji przybył wiceprzewodniczący PWRN, prezes WRŁ mgr Andrzej Śliwiński, sekretarz ZW PZŁ mgr Zbigniew Jamiołkowski. Obecni byli sekretarz KP PZPR w Śremie Marian Dominiczak, przew. PPRN Mieczysław Wawrzyniak oraz zaproszeni goście.
Trudno jest w kilku zdaniach opisać wystawę, na urządzenie której organizatorzy poświęcili kilka tygodni pracy, niektórzy zaś jak Wacław Lesiński z Poznania – urlopy. Ten dobrze znany w łowieckich kręgach organizator i plastyk zaprojektował ekspozycję, jego dziełem jest piękna diorama, która bardzo podobała się zwiedzającym. Duże zainteresowanie, szczególnie władz administracyjnych, wywołały plansze obrazujące dorobek łowiecki powiatu. Przejrzysty, dobrze pomyślany układ i oprawa plastyczna pozwalały zorientować się nie tylko w dorobku, lecz i celach gospodarki łowieckiej. Kręcili niektórzy głowami nad planszą obrazującą skład socjalny kół łowieckich. No cóż, statystyka jest w stanie obalić wiele mitów. I ten o elitarności pozostał już na szczęście poza nami.
Wystawa spełnia doskonale swoją rolę propagandową. Oprócz, jak już wspomniałem, służby rolnej i rolników, zwiedzi ją również młodzież szkolna z licznych w powiecie szkół podstawowych. Obserwowałem harcerzy, którzy okazali dużą pomoc organizatorom w dniu otwarcia wystawy i później – nie tylko interesowali się eksponatami, lecz potrafili objaśnić je zwiedzającym.
Bezpośrednio po otwarciu wystawy odbyła się jeszcze jedna uroczystość, w której również uczestniczyli myśliwi. Z orkiestrą na czele przemaszerowano przez miasto do szkoły, której z okazji 125 rocznicy bitwy pod Książem nadano imię „Wiosny Ludów”. Na placu apelowym odbyło się uroczyste wręczenie sztandaru ufundowanego przez społeczeństwo powiatu. Eskortę honorową sztandaru stanowili jeźdźcy ubrani mundury z epoki, uczniowie, członkowie sekcji jeździeckiej. Gdy gospodarz województwa Andrzej Śliwiński mówił o tradycjach ich pradziadów, nad placem apelowym powiało historią. To patetyczne określenie niech jednak usprawiedliwi fakt, że dowódca tego honorowego szwadronu, trener sekcji i kierownik zakładu treningowego koni eksportowych nazywa się Jan Dąbrowski… W patriotycznym wychowaniu tej młodzieży ma on niemały udział. Plac treningowy sąsiaduje z mogiłami kosynierów, a pan Dąbrowski jest zamiłowanym historykiem.
Ci właśnie chłopcy byli bohaterami drugiej połowy dnia – myśliwskiego biegu, pogoni za lisem. Inicjatorem tej imprezy była Powiatowa Rada Łowiecka oraz myśliwi z koła w Książu, którzy od dawna współpracują z państwowym gospodarstwem rolnym. Efektem tej współpracy była wspólnie zorganizowana impreza, która ściągnęła dosłownie wszystkich mieszkańców miasteczka.
O godz. 14.00 rynek zapełnił się powozami i końmi. Odegrano myśliwski hejnał i dwudziestu kilku jeźdźców ruszyło na trasę biegu. Za nimi goście w powozach i sznur samochodów. Kto miejsca nie zdobył, podążał pieszo. Wyludniło się miasto.
Bieg myśliwski – przed wojną najbardziej ekskluzywna impreza, mało już mająca wspólnego z dawnymi tradycjami łowiectwa, po wojnie organizowana była jedynie w ścisłych kręgach jeździeckich, jako sprawdzian umiejętności koni i ludzi. W Książu odbyła się jako impreza myśliwska, przypominająca dawne łowy z chartami, konne pogonie z sokołem. Koń w historii łowiectwa ma przecież zasługi niemałe.
Widziałem już kilka biegów za lisem, ten w Książu był wyjątkowy nawet nie dlatego, że miał czysto myśliwski charakter, że był doskonale zorganizowany. Można w nim było zobaczyć niebłahą cząstkę dokonanych w naszym kraju przeobrażeń społecznych. Był jakiś symbol w widoku chłopskiego dziecka ze zbiorczej szkoły, chłopaka z pegeeru, w czerwonym fraczku, w białych spodniach i długich butach na koniu. Za nimi to pognało całe miasteczko, popędzili brykami oficjalni goście z województwa i powiatu…
Lisa wreszcie dopadnięto na rozległych łąkach nad Wartą, śmierć jego, jak każe myśliwska tradycja – otrąbiono. Potem był bigos, gratulowano panu Dąbrowskiemu, który bieg prowadził, gratulowano chłopcom, że karku nie skręcili, bo trasa była wyjątkowo trudna, ale też i dlatego efektowna. Tak się zakończyła niedziela w Książu i tylko słychać było głosy, że szkoda iż na następny jubileusz przyjdzie czekać jeszcze pół wieku.
Już na spokojnie, po jubileuszowych emocjach rozmawialiśmy o dniu codziennym myśliwych, o ich działalności w powiecie, w miasteczku. Naczelnik gminy i miasta (29 lat, wyższe studia) powiedział mi, że cieszy go każda impreza, wyzwala bowiem społeczną inicjatywę, dopinguje. Tej niedzieli miasteczko „rozhuśtali” myśliwi, zyskując tym wdzięczność mieszkańców, którym nie wystarcza telewizja i miejscowa, doskonała zresztą gospoda. Zyskali zainteresowanie i zrozumienie dla swej działalności. A to jest bardzo dużo. Żadna organizacja nie może być wyobcowana ze środowiska, silna z nim więź świadczy o jej wartości. Ludzie z którymi się zetknąłem podczas pobytu w Książu jak dr Ryszard Siwecki, inż. Edmund Kayser czy Franciszek Lewandowicz, myśliwi z kół w Dolsku, Śremie i Kórniku dobrze rozumieją tę zasadę, a nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.
Tekst Robert Terentjew
Zdjęcia Andrzej Iwanowski
[tj]

Sygnatura: ZR-02619